Właśnie wróciliśmy z Avatara.
Pierwsze wrażenie - świetne, "gęste" dla oczu widowisko i rzeczywiście - przełom w przedstawianiu filmu. Bez 3d film ten będzie dosłownie płaski i mdły, wszelka nędza fabuły wylezie, nie przesłonięta rewelacyjnym obrazem.
I tu dochodzimy do fabuły. Fabuła... Cóż, po prostu Pocahontas Disneya, niektóre sceny wręcz żywcem 'zerżnięte' z tamtej bajeczki. Dołóżmy do tego jeszcze nieco Tańczącego z wilkami. Postacie obcych tubylców, Navi, nienaturalnie (biorąc pod uwagę 'obcość' środowiska) uczłowieczone. Jeśli większość pokazanych zwierzaków ma po 6 kończyn i więcej niż dwoje oczu dlaczego i Navi nie mają podobnie? Ale to oczywiście staje się zrozumiałe biorąc pod uwagę potrzebę wzbudzenia u widza związku z obcymi, sympatii do nich. Z pewnością trudniej byłoby sympatyzować ze stworzeniami przypominającymi owady czy jaszczurki. No i nie wyobrażam sobie aby główny bohater mógł się tak zabujać w bohaterce z 8 oczkami i skrzelami mając umysł prostego marine.
Kolejna rzecz to nieomal absurdalne przejaskrawienie postaci, tych złych i tych dobrych. Ale to oczywiście nie character story tylko idea story.
Od strony fabularnej to filmidełko dla egzaltowanych nastolatków, aby się dobrze bawić trzeba po prostu wyłączyć mózg i chłonąć widowisko. Bez pytań i wątpliwości.
Nie żałuję że się wybraliśmy na Avatara. Ale nie jest to dzieło które się będzie roztrząsać przez tygodnie w zażartych dyskusjach. Plot jest prosty jak budowa cepa, ubrany w oszałamiające szaty.
Teraz można tylko czekać co nam filmowcy zaserwują następnego w tej technice. Z bardziej interesujących tytułów będzie to na pewno Alicja w Krainie Czarów Burtona. Ale to tez żadna nowa historia jedynie nowa interpretacja w nowej technologii.